Szukając, z ambiwalencją, ale i z uporem, swoich korzeni
Z tylko jedną główną postacią (inaczej niż podejmujący ten sam temat, ale bardziej polifoniczny «Baby Broker» Kore-edy), młodą «Freddie», która jedzie z Francji do Korei, żeby szukać, z ambiwalencją, ale i z uporem, swoich biologicznych rodziców, «Powrót do Seulu» rozwija równym narracyjnym krokiem, przynajmniej do połowy filmu, historię tych poszukiwań, pokazując nam kalejdoskop postaci, które coraz wyraźniej ukazują różnicę mentalności, jaką młoda bohaterka musi pokonać, żeby na tyle, na ile zdoła, na nowo połączyć się ze swoimi korzeniami. W ten sposób czas jawi się jako niezbędny element, a akcja w drugiej części filmu posuwa się naprzód kilkoma przeskokami w czasie, w których niestety postacie nie zawsze rozwijają się przekonująco (np. powrót bohaterki jako handlarki systemami uzbrojenia), aż do wzruszającego finału, w którym film wraca, choć nieco niezręcznie, do bardziej stonowanych tonów.